piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1. Violetta? [Aktualizacja]

Obudziłam się gwałtownie. Przetarłam spocone czoło i popatrzyłam na zegarek. 1:08. Ten sen prześladuje mnie od miesiąca! Ukazuje moje piękne życie, które wcale takie piękne nie jest. Mam 18 lat i nie rozumiem samej siebie! Co się dziwić? Moja mama i tata rozwiedli się, gdy ja miałam 10 lat i potrzebowałam ich obojga. Od tamtego czasu tata wyprowadził się do Bostonu, a ja mieszkam z matką, która sama sobie nie radzi. Wychodzi na noc na imprezy ze swoim "chłopakiem" Leez'em. Wraca nad ranem (albo i nie) i pod wpływem alkoholu i innych środków odurzających, kładzie się spać w swojej sypialni. Wstaje kiedy ja wracam ze szkoły, albo i już jej tam nie ma. Ojciec przysyła mi kieszonkowe i alimenty. Połowa idzie dla mamy, połowa dla mnie - Żeby jakoś przeżyć. Kładę się wygodnie na łóżku i próbuję zasnąć. Na marne....

Budzi mnie urządzenie zwane budzikiem. Ehh... 6:30. Leniwie wstaję z ciepłego łóżka i odsłaniam zasłony. Dziś pierwszy dzień po feriach. Dotychczas dobrze się uczyłam, więc nie powinno mi nic sprawiać problemu. Średnia 4.8 to dobry wynik, prawda? Zaglądam do mojej szafy i wybieram strój na dzisiejszy dzień. (strój) Idę do łazienki gdzie jak co dzień szykuję się. Ostatecznie włosy wiążę w kitkę i gotowa schodzę do kuchni. W salonie widzę porozrzucane rzeczy mojej mamy. Domyślam się, że nie jesteśmy tylko we dwie w domu. Wzdycham i idę do kuchni gdzie jem szybkie śniadanie i wychodzę do szkoły.

-Violu co ci jest? - pyta się mnie troskliwie Francesca.
-A co może być Fran? - odpowiadam jej pytaniem i zamykam szafkę na kluczyk, który chowam do mojej torby.
-Kochana. - mówi i przytula mnie.- Mama zaprosiła cię dziś na obiad. Wpadniesz?
Przeanalizowałam wypowiedź mojej przyjaciółki i stwierdziłam, że i tak mojej matki to nie obchodzi. -Chętnie. - uśmiechnęłam się do niej i razem poszłyśmy na zajęcia.
http://media.tumblr.com/98650cb20ada730dbc41c8a0ccea677d/tumblr_inline_n92oiroJIW1s8nj4e.png
-Cześć Violu. - przywitała nas pani Caviglia. - Chodźcie na obiad, za 5 minut podaję. - dodała i zniknęła w kuchni.
-Choć. - powiedziała Fran i razem usiadłyśmy w salonie, wyczekując na danie.
-Dopiero się zaczął rok szkolny, a już minęła połowa semestru.- Francesca ma rację. Jeszcze dobrze nie poznaliśmy wymagań nowych nauczycieli, a tutaj już połowa za nami.
-To prawda. Szkoła to chore miejsce.
-Ale dzięki temu się poznałyśmy. - uśmiechnęła się szeroko i poruszyła brwiami.
-Haha. - zaśmiałyśmy się i przytuliłyśmy.

Wracam od Francesci przez park. Bardzo lubię chodzić tamtędy o tej porze roku. Tyle kolorów i to świeże powietrze. Szkoda tylko, że robi się już ciemno. Kiedy byłam już przy drzwiach mojego domu usłyszałam krzyki, a w oknie zobaczyłam mamę i Leez'a. Nie chciałam wtrącać się w ich kłótnie, więc postanowiłam się jeszcze przejść. Nie wiedziałam co robić. To wszytko mnie przerastało. Bałam się ich! Bałam się tego co wyniknie kiedy w końcu wyrzucę z siebie to co leży mi na sercu. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać.
-Violetta?

~*~

Cześć! :D 
Co tam u was? Jak mijają święta? :)
 No ja jak widzicie się trochę nudziłam. 
Szczerze, to wszystko wyszło... nie wiem sama.
Wgl. nie mam pomysłu na ten rozdział i na następny. :/
Wszystko wynika pod wpływem chwili. :( 
Kogo spodziewacie się w następnym rozdziale? Kto zauważył Viole? 
KOMENTUJCIE! MOTYWUJCIE! CZYTAJCIE! :*

3 komentarze: