niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 6. Kocham cię.

*2 miesiące później*

Mimo że minęło tyle czasu, nadal myślę o tym durniu Verdasie. Parę razy się widzieliśmy, ale tylko przypadkiem... i teraz pada pytanie - Czy to był przypadek? Wydawało mi się jakby ktoś mnie ostatnio śledził. Ale to tylko moja wybujała wyobraźnia. To przecież chore! Kto miałby mnie śledzić? Na pewno nie Leon. Widziałam go kilka razy z jakąś dziewczyną. O ile się nie mylę miała na imię Ashley. No cóż. A więc to tylko "zauroczenie" z jego strony, albo i "zabawa". 
Dobra! Wiem, że to tylko zabawa, ale wolę sobie wmawiać, że to "zauroczenie" aby nie cierpieć. Ludmiła miała rację, ale to nie moja wina, że to jego zachowanie, oczy, usta, cudowne włosy i ten uśmiech.... to takie Czarujące! Że nie można się opamiętać. On jest jak dobre ciasto z kremem. Jak zaczniesz jeść nie możesz się opamiętać! 
Od kilku dni jestem w związku z Tomasem. Nie zastąpi on wyglądem ani zachowaniem Leona co prawda, ale lepsze to niż nic. Ma on 20 lat, ale widzę, że zależy mu na mnie. Dziewczyny mówią, że widocznie gustuję w starszych, co mnie okropnie śmieszy. Jeśli ci się ktoś spodoba i pokochasz tą osobę to chyba nie zważasz na wygląd czy wiek? No właśnie! Ja jestem z Tomasem bo go kocham, a Verdas to tylko podobanie się bo lecę na jego boski i niepowtarzalny, niesamowity i idealny wygląd. No właśnie... idealny. Sama nie wiem czego chcę i co mam z tym robić.
W sobotę moje 18 urodziny. Dziewczyny robią mi jakieś przyjęcie w klubie. Cieszę się jak głupia, bo w końcu będę mogła o sobie decydować i zapomnieć o mojej matce. Jest z nią jeszcze gorzej niż przedtem i zaczynam się o nią bać. 
-Kotku choć, jedziemy do mnie. - powiedział Tomi gdy zobaczył w jakim stanie jest mój dom. Ja tylko przytaknęłam i razem poszliśmy mnie spakować. 
-Boję się o ciebie i nie chcę aby coś ci się stało. Zamieszkasz u mnie. - uśmiechnął się szeroko a ja zaczęłam się śmiać.
-Nic z tego nie wyjdzie skarbie. - uprzedziłam.
-Ale dlaczego? - podszedł do mnie i zaczął całować po szyi. Odwróciłam się do niego i pocałowałam namiętnie. 
-To tyle na dziś, a teraz przesuń się muszę iść do łazienki po rzeczy. - opadł znudzony? na łóżko i patrzył się w sufit. Kiedy wróciłam i zaczęłam pakować do walizki moje pozostałe rzeczy Heredia gapił się na mój tyłek. Myślał, że tego nie widzę? Zboczuch.

Dziś dzień mojej imprezy urodzinowej. W końcu będę mogła decydować o sobie i o swoim życiu.Właśnie razem z dziewczynami szykujemy się na tę "wielką bibę" zdaniem Ludmi. Dziewczyny wyglądają fantastycznie.(Strój Fran) (Strój Lu) Ja? Nawet nie widziałam swojej sukienki na oczy. Moje przyjaciółki stwierdziły, że powinnam z tej okazji wyglądać jak księżniczka i to one o mnie zadbały. Sukienka ponoć jest bajeczna i ja dziś poczuję się jak kopciuszek. Szczerze? Wolałabym aby nie doszło do zgubienia pantofelka i innych podobnych sytuacji, ale jeśli już ma się coś wydarzyć, to jestem gotowa na wszystko! Mam nawet zapasowe ubrania.
-Violu. Makijaż i włosy gotowe. Teraz możesz już się ubrać. Chodź. - powiedziała Ludmiła a Fran otworzyła drzwi do łazienki.
Miały rację cały zestaw był... jak dla księżniczki! Wiedziałam, że na nie mogę liczyć zawsze! I miałam rację. (Strój Violi).

Weszłyśmy do klubu i od razu rozległy się oklaski, wiwaty i śpiewy. Kiedy skończyli ja zdmuchnęłam świeczki na ogromnym torcie, który był zasługą Marco. Gdy skończyliśmy jeść zabraliśmy się za tańce. Podszedł do mnie Tomas i dał mi torbę w której była.... CZERWONA, KORONKOWA BIELIZNA? Aha? Po chwili zobaczyłam Verdasa. Nie mogłam wytrzymać. Tańczyliśmy i tańczyliśmy aż w końcu nie wybuchłam.
-Tomas ja tak dalej nie mogę! - powiedziałam.
-Że co? O co ci chodzi kicia? - zapytał i zaczął się do mnie dobierać. Był już ostro pijany.
-Nie mogę z tobą być. Nie kocham cię, przepraszam. - powiedziałam.
-Hah. To jakiś żart? - zaprzeczyłam. - Wiesz co? Jesteś pustą dziwką, suką i...
-I nie odzywaj się tak do niej, bo zaraz ty będziesz dziwką i suką. - stanął w mojej obronie Leon. Byłam bardzo zdziwiona. Każdy się na nas patrzył.
-Ha. A co ty możesz mi zrobić kochasiu co? - zaśmiał się Tomas, a Szatyn przyłożył mu z prawego sierpowego.
-Leon! - krzyknęłam po chwili to Tomas chciał go walnąć, ale ten go złapał i Federico z Maxi'm go wynieśli.
-Wszystko dobrze? - zapytał troskliwie Leon.
-Tak. - odparłam zdezorientowana tą całą sytuacją.
-Zatańczymy? - poprosił a ja nie odmówiłam i zaczęliśmy tańczyć. Większość razy przetańczyłam z nim. Prawie całą imprezę.
-Mam coś dla ciebie. - powiedział i wyjął małe pudełeczko.
-Jejku. To pewnie kosztowało miliony. - powiedziałam kiedy zobaczyłam piękny łańcuszek z zawieszką w kształcie klucza. Wtuliłam się w jego tors i tak tańczyliśmy do końca.

Wybiła godzina 02:00 i wszyscy byli już pijani. Leon i ja poszliśmy do sypialni na górze. Od progu zaczęliśmy się całować i rozbierać. Wiadomo do czego doszło później.
-Kocham cię. - powiedziałam kiedy skończyliśmy.
-Ja ciebie też. - pocałował mnie w głowę i tak zasnęliśmy.

~*~

Dziś... rozdział 6. :)
Jak widzicie dużo się wydarzyło. 
Przepraszam was, ale dziś notka będzie denna. 
Po prostu nie mam czasu kiedy wgl. wejść tutaj i napisać coś. :( 
Cały dzisiejszy dzień jest u mnie zajęty. 
Pozdrawiam! KOMENTUJCIE :*

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 5. O mnie się nie martw kotku.

Obudziłam się o 10.00 i na samą myśl o wczorajszym dniu uśmiechnęłam. Leon... Leon Verdas. Szkoda tylko, że wczoraj nic nie zaszło. Było tak romantycznie. Ale! Stop! O czym ja w ogóle myślę! Przeleciał mnie, a teraz szkoda, że do niczego nie doszło. Boże, co się ze mną dzieje! Moje przemyślenia przerwał telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Ludmiła.
V: Hej Lu.
L: Violu co u ciebie? Wszystko okej?
V: Tak, a czemu ma nie być okej?
L: Wiesz na domówce zniknęłaś na całą noc, a potem ta karteczka.
V: Żyję Lu, spokojnie.
L: To dobrze. W takim razie mam nadzieję, że się spotkamy dziś. - kusząca propozycja. W tym czasie ktoś napisał do mnie sms'a.
V: Wiesz Lu chętnie. Zrobimy sobie babski wieczorek?
L: Pewnie, zadzwonię do Francesci i wszystkie spotykamy się za 2 godziny w centrum.
V: Tak, tak jasne. Trzymaj się. - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
-Nieznany?

Wyjdź przed dom. Buziaki piękna ;**

Spojrzałam przez okno i nikogo nie było. Na wszelki wypadek i tak chciałam dowiedzieć się o co chodzi więc popędziłam do łazienki aby się ogarnąć. (strój) Bez żadnego makijażu wybiegłam z domu i co widzę? Bukiet czerwonych róż. Rozejrzałam się dokładnie, ale nikogo nie było. Weszłam do domu i usiadłam w salonie. Przejrzałam dokładnie kosz i znalazłam małą, białą karteczkę.

Miłego dnia skarbie. ♥

Skarbie... chyba wiem kto jest moim cichym wielbicielem. Po chwili mój telefon znów wydał charakterystyczny dźwięk otrzymania wiadomości. Ponownie ten sam numer.

Podobał się prezent??? Liczę na tak ;)

Teraz byłam pewna, że to on. Tylko skąd wie gdzie mieszkam, skąd ma mój numer  i skąd wie, że czerwone róże to moje ulubione?! Cholera, cholera, cholera. Zakochałam się w psycholu!

To jak skarbie? ;*

Do: Leon
Są śliczne. Dziękuję Leon ;). Możemy się spotkać 
za pół godziny w parku? 

Od: Leon
Skąd wiesz, że to ja? ^^ Jasne ;*

Do: Leon
Kolejnym razem nie "skarbuj".
Mam nadzieję, że zdążysz się wyszykować. 

Od: Leon
O mnie się nie martw kotku ;) ;* 

Kiedy to przeczytałam uśmiechnęłam się i przytuliłam telefon. Teraz trzeba się ogarnąć na dzisiejsze spotkanie. Mam tylko 20 minut! Wbiegłam do łazienki jak tornado i zaczęłam się szykować. Po 30 minutach byłam już gotowa. Efekt bardzo mi się spodobał. (strój) Oczywiście spóźniłam się 5 minut, ale Verdas cierpliwie na mnie czekał. Przywitaliśmy się buziakiem w policzek i zaczęliśmy rozmowę.
-A więc czemu chciałaś się spotkać? - zapytał.
-Chciałam porozmawiać o wczorajszym dniu. I tym co zaszło na imprezie. - kiedy to powiedziałam na twarzy Leona pojawił się szeroki uśmiech. 
-No więc...
-No więc. 
-Więc. - odparł. 
-Ja...ja... ja nie wiem... oficjalnie mnie...
-Tak wiem. Pamiętam. - spojrzał na mnie. 
Zdenerwowana całą tą sytuacją usiadłam na ławce. 
-Leon ja nie wiem czy jestem gotowa. Tym masz prawie 20 lat a ja 17. 
-Ale...na co masz być gotowa? - uklęknął przede mną i złapał mnie z rękę. 
-Sama nie wiem. Boję się.
-Mnie? 
-Nieee... ale mam 17 lat. Nie zabezpieczaliśmy się. Nie chcę być matką. - na moim policzku poczułam łzę.
-Spokojnie, nie będziesz. - starł ją i przytulił mnie. - Pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się.

***

-Co jest między nami? - zapytałam kiedy wędrowaliśmy w stronę galerii handlowej. Szatyn przystanął i spojrzał się na mnie trochę zdziwiony. No co? Muszę wiedzieć na czym stoję. Brawo Castillo ponownie zrobiłaś z siebie debilkę!
-Dobra, nie ważne. Nie było pytania. - powiedziałam i zaczęła iść. On złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do siebie wynikiem czego było to, że staliśmy w bardzo niebezpiecznej odległości. Nasze nosy prawie się stykały, moją prawą rękę trzymał swoją, lewą ręką dotykałam jego "kaloryfera" a on trzymał mnie w talii.
-Ja... muszę iść na spotkanie z przyjaciółkami. Cześć. - powiedziałam kiedy zluźnił uścisk i odeszłam. Kiedy odwróciłam się aby zobaczyć czy poszedł on nadal stał w tym samym miejscu z uśmiechem na twarzy i rękoma włożonymi w kieszenie. Wyglądał tak bosko!

***

-Violu mów. - powiedziała Ludmiła popijając kawę.
-Ale co?
-No wiesz.... - spojrzała na Fran.- Francesca i ja widziałyśmy dziś ciebie i Leona w parku. - powiedziała na jednym wdechu. No to mam przechlapane.
-Yyy... Aha. - powiedziałam z uśmiechem. Nastała cisza.
-No to. Co jest między wami? - zapytała Włoszka. Sama nie wiem co jest między nami. Więc co mam im powiedzieć "Przespałam się z nim, po czym spędziłam z nim cały dzień i coś do niego czuję, ale nic między nami nie ma."
-Violetta?
To będzie głupie z mojej strony. Wyjdę po raz kolejny na idiotkę.
-Violetta.
Poza tym to moje przyjaciółki jeśli wiedzą o wszystkim to czemu o tym nie maja wiedzieć? Ale z drugiej strony.
-VIOLETTA!!! - krzyknęły na równi.
-CO?! CO?! CO?! - też zaczęłam się wydzierać.
-Mów. - powiedziała opanowana Lu.
-Ehhh.... sama nie wiem. - odparłam zmieszana. - No bo niby... coś do niego czuję... ale.
-Ale! - powiedziała Ludmi. - Zawsze jest jakieś ale i w nim też je znajdziesz. Nikt nie jest idealny i on tym bardziej Violu.
-Co mam przez to rozumieć?
-Nie chcę abyś przez niego cierpiała.
-Skąd to wiesz?
-To przyjaciel Federa. Nie jest ciężko określić. - ja tylko wzięłam głęboki wdech po czym zamoczyłam usta w ciepłej kawie.

~*~

Witam dziś was z rozdziałem 5! :)
Nie jest idealny, ale też nie jest zły. 
Dziewczyny już wiedzą,
Violetta zakochana,
Leon... nie wiem co z nim zrobić :(
Mam kilka opcji i nie mogę się zdecydować.
Muszę spisać wszystkie za i przeciw. :/

Dziś Sylwester i już... niedługo przywita nas 2015 rok! :D 
Z tej okazji, życzę wam, abyście spędzili go wystrzałowo,
ale i bezpiecznie, w miłym gronie przyjaciół lub rodziny. 
Jak kto woli.
No i żeby ten 2015 rok był lepszy od tego. 
Żebyście mieli więcej wen i spełnili swoje marzenia,
no i żeby był zdrowy, szczęśliwy.