środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 5. O mnie się nie martw kotku.

Obudziłam się o 10.00 i na samą myśl o wczorajszym dniu uśmiechnęłam. Leon... Leon Verdas. Szkoda tylko, że wczoraj nic nie zaszło. Było tak romantycznie. Ale! Stop! O czym ja w ogóle myślę! Przeleciał mnie, a teraz szkoda, że do niczego nie doszło. Boże, co się ze mną dzieje! Moje przemyślenia przerwał telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Ludmiła.
V: Hej Lu.
L: Violu co u ciebie? Wszystko okej?
V: Tak, a czemu ma nie być okej?
L: Wiesz na domówce zniknęłaś na całą noc, a potem ta karteczka.
V: Żyję Lu, spokojnie.
L: To dobrze. W takim razie mam nadzieję, że się spotkamy dziś. - kusząca propozycja. W tym czasie ktoś napisał do mnie sms'a.
V: Wiesz Lu chętnie. Zrobimy sobie babski wieczorek?
L: Pewnie, zadzwonię do Francesci i wszystkie spotykamy się za 2 godziny w centrum.
V: Tak, tak jasne. Trzymaj się. - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
-Nieznany?

Wyjdź przed dom. Buziaki piękna ;**

Spojrzałam przez okno i nikogo nie było. Na wszelki wypadek i tak chciałam dowiedzieć się o co chodzi więc popędziłam do łazienki aby się ogarnąć. (strój) Bez żadnego makijażu wybiegłam z domu i co widzę? Bukiet czerwonych róż. Rozejrzałam się dokładnie, ale nikogo nie było. Weszłam do domu i usiadłam w salonie. Przejrzałam dokładnie kosz i znalazłam małą, białą karteczkę.

Miłego dnia skarbie. ♥

Skarbie... chyba wiem kto jest moim cichym wielbicielem. Po chwili mój telefon znów wydał charakterystyczny dźwięk otrzymania wiadomości. Ponownie ten sam numer.

Podobał się prezent??? Liczę na tak ;)

Teraz byłam pewna, że to on. Tylko skąd wie gdzie mieszkam, skąd ma mój numer  i skąd wie, że czerwone róże to moje ulubione?! Cholera, cholera, cholera. Zakochałam się w psycholu!

To jak skarbie? ;*

Do: Leon
Są śliczne. Dziękuję Leon ;). Możemy się spotkać 
za pół godziny w parku? 

Od: Leon
Skąd wiesz, że to ja? ^^ Jasne ;*

Do: Leon
Kolejnym razem nie "skarbuj".
Mam nadzieję, że zdążysz się wyszykować. 

Od: Leon
O mnie się nie martw kotku ;) ;* 

Kiedy to przeczytałam uśmiechnęłam się i przytuliłam telefon. Teraz trzeba się ogarnąć na dzisiejsze spotkanie. Mam tylko 20 minut! Wbiegłam do łazienki jak tornado i zaczęłam się szykować. Po 30 minutach byłam już gotowa. Efekt bardzo mi się spodobał. (strój) Oczywiście spóźniłam się 5 minut, ale Verdas cierpliwie na mnie czekał. Przywitaliśmy się buziakiem w policzek i zaczęliśmy rozmowę.
-A więc czemu chciałaś się spotkać? - zapytał.
-Chciałam porozmawiać o wczorajszym dniu. I tym co zaszło na imprezie. - kiedy to powiedziałam na twarzy Leona pojawił się szeroki uśmiech. 
-No więc...
-No więc. 
-Więc. - odparł. 
-Ja...ja... ja nie wiem... oficjalnie mnie...
-Tak wiem. Pamiętam. - spojrzał na mnie. 
Zdenerwowana całą tą sytuacją usiadłam na ławce. 
-Leon ja nie wiem czy jestem gotowa. Tym masz prawie 20 lat a ja 17. 
-Ale...na co masz być gotowa? - uklęknął przede mną i złapał mnie z rękę. 
-Sama nie wiem. Boję się.
-Mnie? 
-Nieee... ale mam 17 lat. Nie zabezpieczaliśmy się. Nie chcę być matką. - na moim policzku poczułam łzę.
-Spokojnie, nie będziesz. - starł ją i przytulił mnie. - Pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się.

***

-Co jest między nami? - zapytałam kiedy wędrowaliśmy w stronę galerii handlowej. Szatyn przystanął i spojrzał się na mnie trochę zdziwiony. No co? Muszę wiedzieć na czym stoję. Brawo Castillo ponownie zrobiłaś z siebie debilkę!
-Dobra, nie ważne. Nie było pytania. - powiedziałam i zaczęła iść. On złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do siebie wynikiem czego było to, że staliśmy w bardzo niebezpiecznej odległości. Nasze nosy prawie się stykały, moją prawą rękę trzymał swoją, lewą ręką dotykałam jego "kaloryfera" a on trzymał mnie w talii.
-Ja... muszę iść na spotkanie z przyjaciółkami. Cześć. - powiedziałam kiedy zluźnił uścisk i odeszłam. Kiedy odwróciłam się aby zobaczyć czy poszedł on nadal stał w tym samym miejscu z uśmiechem na twarzy i rękoma włożonymi w kieszenie. Wyglądał tak bosko!

***

-Violu mów. - powiedziała Ludmiła popijając kawę.
-Ale co?
-No wiesz.... - spojrzała na Fran.- Francesca i ja widziałyśmy dziś ciebie i Leona w parku. - powiedziała na jednym wdechu. No to mam przechlapane.
-Yyy... Aha. - powiedziałam z uśmiechem. Nastała cisza.
-No to. Co jest między wami? - zapytała Włoszka. Sama nie wiem co jest między nami. Więc co mam im powiedzieć "Przespałam się z nim, po czym spędziłam z nim cały dzień i coś do niego czuję, ale nic między nami nie ma."
-Violetta?
To będzie głupie z mojej strony. Wyjdę po raz kolejny na idiotkę.
-Violetta.
Poza tym to moje przyjaciółki jeśli wiedzą o wszystkim to czemu o tym nie maja wiedzieć? Ale z drugiej strony.
-VIOLETTA!!! - krzyknęły na równi.
-CO?! CO?! CO?! - też zaczęłam się wydzierać.
-Mów. - powiedziała opanowana Lu.
-Ehhh.... sama nie wiem. - odparłam zmieszana. - No bo niby... coś do niego czuję... ale.
-Ale! - powiedziała Ludmi. - Zawsze jest jakieś ale i w nim też je znajdziesz. Nikt nie jest idealny i on tym bardziej Violu.
-Co mam przez to rozumieć?
-Nie chcę abyś przez niego cierpiała.
-Skąd to wiesz?
-To przyjaciel Federa. Nie jest ciężko określić. - ja tylko wzięłam głęboki wdech po czym zamoczyłam usta w ciepłej kawie.

~*~

Witam dziś was z rozdziałem 5! :)
Nie jest idealny, ale też nie jest zły. 
Dziewczyny już wiedzą,
Violetta zakochana,
Leon... nie wiem co z nim zrobić :(
Mam kilka opcji i nie mogę się zdecydować.
Muszę spisać wszystkie za i przeciw. :/

Dziś Sylwester i już... niedługo przywita nas 2015 rok! :D 
Z tej okazji, życzę wam, abyście spędzili go wystrzałowo,
ale i bezpiecznie, w miłym gronie przyjaciół lub rodziny. 
Jak kto woli.
No i żeby ten 2015 rok był lepszy od tego. 
Żebyście mieli więcej wen i spełnili swoje marzenia,
no i żeby był zdrowy, szczęśliwy. 



poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 4. Niebezpiecznie blisko siebie.

Siedziałam na łóżku już z 40 minut i czekałam, aż wielmożny pan Verdas wyjdzie z łazienki. Nie mogłam wyjść w takim stanie do ludzi. Z resztą pewnie Ludmiła jak i cała reszta moich przyjaciół, nie wiedzą o naszym incydencie. Nie wiem jak mogłam się w coś takiego wpakować! Jeszcze bez zabezpieczeń! Kto by pomyślał. Po chwili drzwi do łazienki otworzyły się a ja zobaczyłam stojącego w nich Greckiego Boga! Nie miał na sobie koszulki, jedynie dżinsowe spodnie, włosy mokre, puki co jeszcze w nieładzie a po jego nagim torsie co chwila spływały krople wody. Przez ramie miał przewieszony niebieski ręcznik. Co chwila przechodził mnie miły dreszcz.
-Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz się mi tak przyglądać. I tak widziałaś mnie w całej okazałości skarbie. 
-Nie skarbuj mi tu, Jasne! Byłam pijana, z resztą ty też. - o czym ja w ogóle myślę! Przestań Violetta, ogarnij się! Karciłam się w myślach na marne.- Ile facet może siedzieć w łazience? - zmieniłam temat. 
-Jak widać długo. - puścił do mnie oczko i chwycił po szarą koszulkę. - W końcu to! - wskazał na siebie - Samemu się nie zrobi. - dodał. Westchnęłam głośno i wkroczyłam do zaparowanego pomieszczenia. 

Miałam już nacisnąć na klamkę, aby wyjść z pokoju gościnnego w którym przebywałam z ... NIM! Niestety coś musiało mi przerwać.
-Gdzie się wybierasz? - usłyszałam jego kojący jego głos! Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego. Leżał na łóżku i bawił się kluczykami. 
-Do domu! Nie mam zamiaru wszystkim tłumaczyć jakim to sposobem znalazłam się w pokoju z tobą. - odparłam z obrzydzeniem.
-Bez przesady skarbie. - wstał i podszedł do mnie. Złapał mnie za talię i zaczął lekko poruszać w prawo i lewo. - Mam propozycję. - wyszeptał na ucho a ja poczułam, że się rumienię. Przygryzłam lekko wargę. Czułam, że się uśmiecha. - Podwiozę cię co? 
Po chwili czar prysnął. Odwróciłam się do niego i spojrzałam w te piękne, błyszczące oczy. 
-Nie dzięki. - wyminęłam go i wyszłam. 
Kiedy byłam w kuchni zostawiłam na blacie kartkę i wyszłam. 

Wracając do domu myślałam ciągle o Leonie. O tych jego śnieżnobiałych zębach, uśmiechu, boskim ciele i szmaragdowych, przyciągających oczach. VIOLETTA! Ogarnij się! Karcenie znów nie pomogło, bo on nadal był w mojej głowie. Po chwili czarne auto zwolniło. Popatrzyłam zdziwiona na osobę siedzącą za kierownicą. Szyba się otworzyła a ja zauważyłam tego czarującego idiotę w czarnych okularach. 
-To co skarbie? Dasz się podrzucić? - odparł. Popatrzyłam na niebo. Pogoda nie była wcale taka ciekawa. 
-Ehh...
-Wskakuj. - powiedział zatrzymując samochód. - Gdzie jedziemy? - zapytał kładąc swoją dłoń na moim udzie. Przeszedł mnie kolejny raz ten sam dreszcz rozkoszy. 
-Ulica Campo 5. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem i zdjęłam jego rękę. 
-Się robi. 

-Gdzie ty mnie wieziesz co? - zapytałam kiedy minęliśmy mój dom. Trochę się przestraszyłam.
-Wiesz... jest już pora obiadu. - uśmiechnął się łobuzersko. 
-Czyli? 
-Na obiad. 
-W takim stroju mam wyjść do gustownej restauracji? - popatrzyłam na siebie. 
-Spokojnie, o to się nie martw. - powiedział i przyśpieszył. Po chwili znaleźliśmy się przed wielkim budynkiem.
-Co to ma być? O co chodzi?!- mówiłam zdenerwowana.
-Chodź. - powiedział. Popatrzyłam na niego jak na idiotę. - Bo cię tutaj zamknę. - zagroził.
Zła otworzyłam drzwi i trzasnęłam nimi po czym weszłam do budynku. Słyszałam tylko jego śmiech.

-Po co tutaj jesteśmy? - pytałam kiedy jechaliśmy windą na 9 piętro.
-Sama mówiłaś, że tak nie pójdziesz do restauracji.
-I po to jedziemy do...
-Mojego mieszkania? Tak, zgadłaś. - powiedział. Chciałam coś powiedzieć, ale przerwały mi otwierające się drzwi. Weszliśmy do jego ogromnego penthouse, a mnie zamurowało.
Jego salon był ogromy. Jasne kakaowe barwy idealnie pasowały do wystroju wnętrza, obok jadalnia z wielkim, stołem i jak się domyślam kuchnia.
-Chodź, bo się zgubisz. - odparł i razem podążyliśmy na górę. Po chwili otworzył drzwi, jak się okazało do swojej garderoby. Wyjął jakieś ubrana dla siebie a po chwili i ja dostałam od niego jakiś zestaw.
-Idziesz? - zapytał przy wyjściu, gdyż nadal wstałam jak wryta.
-Skąd masz te ubrania? I po co ci? - zapytałam. Poczułam rozczarowanie i ból w sercu.
-Nie ważne, chodź już. - odparł i sam poszedł się przebrać.

Leon zostawił samochód przed restauracją i złapał mnie pod rękę. Czułam się przy nim bardzo dobrze. Jak przy żadnym moim byłym. Znamy się praktycznie jeden dzień, jest taki tajemniczy, ale podoba mi się. Ma bardzo dobry styl. Strasznie podoba mi się dzisiejszy strój, który mi dał. (strój)
-Co zamawiasz? - zapytał kiedy już usiedliśmy.
-Zdam się na ciebie.- powiedziałam z uśmiechem. Rozumiem, że jest dziany, ale nie chcę aby wydał na mnie majątek. Nie mam tyle pieniędzy co on.
-Dobrze, poprosimy dwa razy numer 12 i na deser 4.
-Coś do picia?
-Zdaję się na twój gust Davidzie. - powiedział Verdas.
-Dziękuję za zamówienie.
-Coś nie tak? - spoważniał.
-Nie, nie. Wszystko jest dobrze. - odparłam.

Po dosyć sytym jedzeniu postanowiliśmy spalić kalorie i wybraliśmy się na spacer. Dużo rozmawialiśmy. Przy Leonie czas płynie tak szybko, że nic się spostrzegliśmy robiło się już ciemno. Kto by pomyślał, że dogadam się z takim typem. Mam 17 lat a on 19 to nie duża różnica, mimo to jednak on i ja to przeciwne charaktery. Tę cudowną atmosferę zepsuł deszcz. Zaczęliśmy biec, w pewnym momencie zatrzymaliśmy się na środku parku a on obrócił mnie dookoła. Czułam się jak księżniczka. Kiedy przestał stykaliśmy się czołami i z uśmiechem wpatrywaliśmy w swoje oczy. Byliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie, Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Kto by pomyślał, że zakocham się jednego dnia w takim durniu z którym kilkanaście godzin wcześniej się pieprzyłam?

~*~

W końcu dłuższy rozdział i powiedzmy, że...
RANDKA LEONETTY. :)
Nie cieszcie się na zaś bo jeszcze nie wiem 
CO z tego wszystkiego wyniknie. ;) 
Na 100% nie będzie tak pięknie i dobrze, to wiadome ;) 



sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 3. Co myśmy zrobili!?

-Violu jesteś już gotowa? - krzyczała Francesca. - Za pół godziny musimy już tam być! - dodała.
Właśnie szykujemy się na imprezę u Ludmiły. Zostajemy tak ma noc więc musiałam się dobrze przygotować. Zrobiłam mocniejszy makijaż i ubrałam się w strój, którego zwykle bym nie założyła. (strój) Dlaczego?
-Ale wiesz, ubierz się jakoś tak... no wiesz! Inaczej... - powiedziała Ludmi i odeszła. 
-Już wychodzę Fran! - poprawiłam jeszcze moje falowane włosy i wyszłam z łazienki.
-Wow wyglądasz ekstra!
-Ty też. - Francesca to piękna dziewczyna i we wszystkim jej pięknie. (strój Francesci)
-Idziemy?
-Jasne!

-Violu wyglądasz.... inaczej! - skomplementował mnie Federico, chłopak Ludmiły i mój przyjaciel.
-Dzięki Fede. Sporo tu ludzi. - powiedziałam.
-U mnie na imprezie zawsze jest pełno ludzi Violu. - uśmiechnęła się Lu. - Rozgość się i rozluźnij. Drinka?
-Nie dzięki, wiesz... - przerwała mi.
-Tak wiem Violu, ale musisz się się rozluźnić.
-Okej. - chwyciłam za szklankę i poszłam dalej.
Przechodząc tak natknęłam się na Maxi'ego i Camilę, który tańczyli ze sobą oraz na Marco i Fran rozmawiających. Nie chciałam im przeszkadzać, więc usiadłam i piłam dalej.

Po 3 godzinach byłam już naprawdę pijana. Tańczyłam z wieloma osobami. Kiedy poleciała kolejna piosenka poczułam czyjś delikatny dotyk na mojej talii. Tańczyliśmy ocierając się o siebie. Jego ręce wędrowały po moim ciele jak szalone, przechodziły mnie co chwila przyjemne dreszcze. Czułam się jak w siódmym niebie. Po chwili Szatyn pociągnął mnie na górę. Znaleźliśmy się w jakimś pokoju. Chłopak przycisnął mnie do ściany i wbił w moje usta. Czułam się cudownie. Te usta są stworzone do pocałunków. Walczyliśmy aż zabrakło nam tchu. Nie wiadomo kiedy znalazłam się na łóżku bez bluzki. Wiadomo co działo się potem.

Obudziłam się z wielkim bólem głowy, wtulona w czyjś goły tors. Nic nie pamiętałam z wczorajszej imprezy... pustka! Popatrzyłam się na chłopaka obok i na raz wyskoczyłam z łóżka, a on się przebudził. Dopiero teraz zobaczyłam, że jestem goła więc od razu wskoczyłam do łóżka przykrywając się kołdrą. Chłopak popatrzył na mnie z rozbawieniem i uśmiechem na twarzy. Był taki przystojny.
-Kto by pomyślał, że po jednej nocy znów wskoczysz mi do łóżka. - powiedział a ja popatrzyłam niego krzywo.
-Kim jesteś? Co myśmy zrobili!? - popatrzył na pościel i swoje podrapane ręce. Uśmiechnął się spojrzał na mnie.
-Najlepszy seks na świecie kotku.


~*~

Wiem, wiem strasznie krótko. :/
Ale na tym momencie chciałam poprzestać. 
Mamy Leona! :D 
I w tym momencie wszyscy się niezmiernie cieszymy. :) 
Spodziewaliście się takiego zdarzenia?

Teraz tak.
Wiem miałam dodać dopiero... w poniedziałek :)
Ale będę taka dobra, bo tamtej rozdział był strasznie...
NUDNY!!!
Tak, tak jestem tego świadoma.
Ten trzyma już bardziej w napięciu, dlatego też. Jest jeszcze dziś! :D 

4 KOMENTARZE = 4 ROZDZIAŁ! 

Rozdział 2. Poratuj przyjaciela!

-Violetta? - znałam ten głos. Popatrzyłam w górę i zauważyłam ją!
-Ludmiła. - powiedziałam z uśmiechem, wycierając łzy.
-Ale co ci się stało?
Opowiedziałam jej wszystko dokładnie, słuchała tego z uwagą. W jej oczach mogłam zauważyć współczucie. Poznałyśmy się w gimnazjum. Dopiero w ostatniej klasie złapałyśmy lepszy kontakt. Zostałyśmy dobrymi koleżankami.
-Chodź ze mną. Przenocujesz u mnie. Moja mama nie się nie obrazi, tata też. Nie będziesz w końcu wracała do tego domu! Jeszcze coś ci zrobią! - odparła po chwili.
-Nie! Nie mogę Lu.
-Eh... No nic. W takim razie pozostaje ci być silną i nie poddawać się. - powiedziała i rozejrzała się dookoła. - Wracajmy do domu, bo będzie nieciekawie.
Miała rację. Pożegnałyśmy się i każda ruszyła w swoją stronę.

Podczas powrotu do domu, modliłam się o to aby nikogo nie było. Na w razie czego układałam sobie w głowie jak się zachowam. Co zrobię w tej niezręcznej i okropnej sytuacji. Kiedy tak rozmyślałam doszłam do celu. Otworzyłam drzwi i poczułam zaduch alkoholu. Nadal siedzieli w salonie i "rozmawiali". Kiedy mnie zobaczyli przestali i popatrzyli jak na obcą osobę.
-Nie przeszkadzajcie sobie. - powiedziałam i skierowałam się do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i podeszłam do okna. Wzięłam mojego laptopa i zalogowałam się na facebook'a. Było dostępnych pełno moich znajomych. Większość z nich poszła do tego samego liceum co ja. Cieszę się, bo mogę nadal utrzymywać z nimi kontakt.
MARCO: Hej Vilu. ;)
Przeczytałam wiadomość. On zawsze nazywa mnie Vilu, tak słodko.
VIOLETTA: Cześć :)
M: Co powiesz na spotkanie? ;)
V: Dziś??? :o
M: Tak. Poratuj przyjaciela! Nudzi mi się. ;(
V: W zasadzie mi też... okej. ;) Wpadaj do mnie! ;*
M: Jasne, będę za 15 minut.
V; Czekam.
Marco to mój najlepszy przyjaciel. Bardzo go kocham... jako przyjaciela! Dobrze się dogadujemy i jesteśmy praktycznie jak rodzeństwo. Postanowiłam przygotować coś do jedzenia. Wiem, że muszę zejść do kuchni i minąć się z mamą i Leez'em. Ale dla Marco warto ryzykować. Wyszłam z pokoju i spokojnie zeszłam do kuchni. Nie było ich. W sumie już prawie 19:00 więc co się dziwić. Naszykowałam chipsy, popcorn, ciastka i inne rzeczy. Postawiłam wszystko na stoliku w salonie, otworzyłam okna aby nie czuć smrodu po piwie i wódce, przyniosłam laptopa i koce. Żeby było mi wygodniej przebrałam się i związałam włosy w luźnego koka. (strój)

Po 15 minutach zjawił się mój przyjaciel. Przywitałam go uściskiem i razem poszliśmy do salonu.
-Przyniosłem 2 filmy. - powiedział i włączył pierwszy.
Rozsiedliśmy się wygodnie i oglądaliśmy. Kiedy zaczęło się nam nudzić odpaliłam laptopa i zaczęliśmy przeglądać różne dziwne rzeczy. Pisaliśmy z ludźmi i śmialiśmy się, gadaliśmy. Jak zwykle spędziliśmy miło czas.

Od: Ludmi.
Violka jutro impreza u mnie w domu. ;) 19.00 masz być :* Buziaki! 

~*~
Oto i 2 rozdział. :)
Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału...
i myślę, że spodoba się wam mój pomysł. :)
Mam taki wstępny zarys jak to będzie wyglądało, ale
"wszystko wyjdzie w praniu".

Dziś mam strasznie leniwy dzień. :/
Siedzę od 12.00 -o tej godzinie wstałam - pod pierzyną i się obijam.
(czas na pisanie *.*)
Patrzę się na płatki śniegu za oknem.
WENA JAK NIE WIEM! <3333

KOMENTUJCIE! :*
3 KOMENTARZE = 3 ROZDZIAŁ! ;)

piątek, 26 grudnia 2014

"Me animo a ir por mas"

"Me animo a ir por mas" - A mi lado.
(Odważę się iść po więcej)

Planowana liczba rozdziałów - 100
Data utworzenia - 23.12.2014 r.
Autorka - Victoria Tinita.
Bohaterowie główni - Violetta Castillo, Leon Verdas.
Pozostali bohaterowie - Francesca, Marco, Diego, Ludmiła, Federico, Camila, Maxi. 
Pairingi główne - Leonetta, Fedemiła, Caxi, Diecesca. 
Pairingi występujące - Tometta, Marcesca, ...


Rozdziały:
Rozdział 8. Mamo?
Rozdział 9. Odejdź! 

Bohaterowie:

niebawem się pojawi

Rozdział 1. Violetta? [Aktualizacja]

Obudziłam się gwałtownie. Przetarłam spocone czoło i popatrzyłam na zegarek. 1:08. Ten sen prześladuje mnie od miesiąca! Ukazuje moje piękne życie, które wcale takie piękne nie jest. Mam 18 lat i nie rozumiem samej siebie! Co się dziwić? Moja mama i tata rozwiedli się, gdy ja miałam 10 lat i potrzebowałam ich obojga. Od tamtego czasu tata wyprowadził się do Bostonu, a ja mieszkam z matką, która sama sobie nie radzi. Wychodzi na noc na imprezy ze swoim "chłopakiem" Leez'em. Wraca nad ranem (albo i nie) i pod wpływem alkoholu i innych środków odurzających, kładzie się spać w swojej sypialni. Wstaje kiedy ja wracam ze szkoły, albo i już jej tam nie ma. Ojciec przysyła mi kieszonkowe i alimenty. Połowa idzie dla mamy, połowa dla mnie - Żeby jakoś przeżyć. Kładę się wygodnie na łóżku i próbuję zasnąć. Na marne....

Budzi mnie urządzenie zwane budzikiem. Ehh... 6:30. Leniwie wstaję z ciepłego łóżka i odsłaniam zasłony. Dziś pierwszy dzień po feriach. Dotychczas dobrze się uczyłam, więc nie powinno mi nic sprawiać problemu. Średnia 4.8 to dobry wynik, prawda? Zaglądam do mojej szafy i wybieram strój na dzisiejszy dzień. (strój) Idę do łazienki gdzie jak co dzień szykuję się. Ostatecznie włosy wiążę w kitkę i gotowa schodzę do kuchni. W salonie widzę porozrzucane rzeczy mojej mamy. Domyślam się, że nie jesteśmy tylko we dwie w domu. Wzdycham i idę do kuchni gdzie jem szybkie śniadanie i wychodzę do szkoły.

-Violu co ci jest? - pyta się mnie troskliwie Francesca.
-A co może być Fran? - odpowiadam jej pytaniem i zamykam szafkę na kluczyk, który chowam do mojej torby.
-Kochana. - mówi i przytula mnie.- Mama zaprosiła cię dziś na obiad. Wpadniesz?
Przeanalizowałam wypowiedź mojej przyjaciółki i stwierdziłam, że i tak mojej matki to nie obchodzi. -Chętnie. - uśmiechnęłam się do niej i razem poszłyśmy na zajęcia.
http://media.tumblr.com/98650cb20ada730dbc41c8a0ccea677d/tumblr_inline_n92oiroJIW1s8nj4e.png
-Cześć Violu. - przywitała nas pani Caviglia. - Chodźcie na obiad, za 5 minut podaję. - dodała i zniknęła w kuchni.
-Choć. - powiedziała Fran i razem usiadłyśmy w salonie, wyczekując na danie.
-Dopiero się zaczął rok szkolny, a już minęła połowa semestru.- Francesca ma rację. Jeszcze dobrze nie poznaliśmy wymagań nowych nauczycieli, a tutaj już połowa za nami.
-To prawda. Szkoła to chore miejsce.
-Ale dzięki temu się poznałyśmy. - uśmiechnęła się szeroko i poruszyła brwiami.
-Haha. - zaśmiałyśmy się i przytuliłyśmy.

Wracam od Francesci przez park. Bardzo lubię chodzić tamtędy o tej porze roku. Tyle kolorów i to świeże powietrze. Szkoda tylko, że robi się już ciemno. Kiedy byłam już przy drzwiach mojego domu usłyszałam krzyki, a w oknie zobaczyłam mamę i Leez'a. Nie chciałam wtrącać się w ich kłótnie, więc postanowiłam się jeszcze przejść. Nie wiedziałam co robić. To wszytko mnie przerastało. Bałam się ich! Bałam się tego co wyniknie kiedy w końcu wyrzucę z siebie to co leży mi na sercu. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać.
-Violetta?

~*~

Cześć! :D 
Co tam u was? Jak mijają święta? :)
 No ja jak widzicie się trochę nudziłam. 
Szczerze, to wszystko wyszło... nie wiem sama.
Wgl. nie mam pomysłu na ten rozdział i na następny. :/
Wszystko wynika pod wpływem chwili. :( 
Kogo spodziewacie się w następnym rozdziale? Kto zauważył Viole? 
KOMENTUJCIE! MOTYWUJCIE! CZYTAJCIE! :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Prolog.

Tytuł -  Me animo a ir por mas.
Data utworzenia - 23.12.2014 r.
Autor - Victoria Tinita
"Wakacje się skończyły i ponownie wracamy do Studia. Cieszę się, bo to kolejny rozdział w moim życiu. Wszystko się zmieniło. Ja, tata, mój cały świat! Dążę do mojego celu i robię to co kocham, Tata pozwala mi na więcej i nabrał do mnie zaufania. Na dodatek nie kłóci się z Angie i wszyscy jesteśmy kochającą się rodziną. Dziś z Włoch wróciła Francesca. Postanowiłyśmy zrobić imprezę z okazji końca wakacji. Domówka odbędzie się u Fran w domu i zaproszeni są wszyscy ze Studia. W końcu spotkamy się wszyscy po tych 2 miesiącach. Mam nadzieję, że ten rok będzie udany i wszystko będzie tak jak byś powinno." 
~*~ 
Tak prezentuje się prolog. :)
Mam jakąś konkretną koncepcję na to opowiadanie
i mam nadzieję, że to w końcu wyjdzie. :)

Jutro Wigilia! W końcu doczekaliśmy się wszyscy świąt,
a więc chcę wam złożyć Życzenia. Tak więc życzę wam:
szczęścia, zdrowia, radości, uśmiechu na twarzy, wymarzonych
prezentów i oczywiście świąt spędzonych w miłym rodzinnym 
gronie i cudownej atmosferze. 

Na Sylwestra nie będę składała życzeń bo pewnie będę
jeszcze pisać więc nie ma takiej potrzeby. :)